Umieranie jest za drogie

Jedyne w Białymstoku hospicjum dla dorosłych jest rozbudowywane cegła po cegle, bez wsparcia z budżetu państwa czy gminy, tylko dzięki darowiznom i wręcz nadludzkiej sile woli prowadzących je osób. Placówce rzucane są jednak kolejne kłody. Dla NFZ umieranie to zwykła matematyka, a dla hospicjum zapowiedź mniejszego kontraktu na przyszły rok to utrata finansowania na pięć z dziewiętnastu łóżek.

Budowa nowego skrzydła siedziby hospicjum przy ul. Sobieskiego, która jest potrzebna, by poprawić warunki podopiecznych i sprostać dyrektywom unijnym, rozpoczęła się w kwietniu. Chwilę po tym, kiedy okazało się, jak wielu darczyńców rozliczających się z fiskusem przekazało jeden procent swojego podatku właśnie Towarzystwu Przyjaciół Chorych "Hospicjum", które społecznie prowadzi Dom Opatrzności Bożej. Na jego konto wpłynęło aż 491 tys. zł. "Aż" i "jedynie" tyle, bo według pierwszych szacunków na uruchomienie nowej części potrzeba by było nawet 9 mln zł. Jednak ludzie związani z hospicjum powtarzają, że czuli moralny obowiązek, by rozpocząć rozbudowę.

W ruch społeczny na rzecz hospicjum włączają się wszyscy...

Dziś można już zobaczyć trzy kondygnacje budynku hospicjum.

- Do końca stycznia będzie gotowy stan surowy otwarty. Oczywiście - jeśli nie pokrzyżuje nam planów silny mróz czy śnieg - wyjaśnia Stanisław Kalisiewicz, którego firma na korzystnych warunkach podjęła się tej inwestycji.

- Wszystko powstaje tylko dzięki ofiarności publicznej, jak to się określa w terminologii prawniczej. Przez 20 lat działania opiekowaliśmy się tysiącami chorych, a to oznacza tysiące rodzin, które są nam wdzięczne. Wśród naszych darczyńców są nie tylko mieszkańcy Białegostoku, ale ludzie z całego regionu - mówi dr Tadeusz Beszta-Borowski, szef hospicjum, który prowadzi je jako wolontariusz.

Lekarz dodaje, że wspólne dzieło powstaje także dzięki częściowo nieodpłatnej pracy i wsparciu firm budowlanych.

- Słowo "hospicjum" otwiera nam często drogę do zakupu materiałów budowlanych po symbolicznych cenach. Do tego w pomoc zaangażowały się panie, które nazwały się "Szczęściarami" ze Stowarzyszenia Kontakt Miast Białystok-Eindhoven. Do naszego budynku będziemy potrzebowali około dwustu okien i zostaną one zakupione właśnie dzięki ich kwestom - mówi dyrektor Domu Opatrzności Bożej.

Faktycznie, akcji charytatywnej "Szczęściar", której patronuje zresztą "Gazeta", można już nadać miano ruchu społecznego. Zaangażowało się w nią kilkuset wolontariuszy, w zbiórkach uczestniczą też znane osoby. W czterech kwestach udało się już zebrać ponad 80 tys. zł. Zbiórki mają potrwać do maja, więc w połowie roku będzie już można wstawiać okna. Dr Beszta-Borowski zakłada jednak, że ze względu na ograniczone środki początkowo uda się zagospodarować tylko jedną czwartą budowanej części. To sprawi, że nie tyle przybędzie nowych miejsc, co rozluźni się trochę w obecnie zajmowanych pomieszczeniach.

- Musimy zdążyć do 2012 r., bo nie chcemy, by pojawili się u nas smutni panowie dwaj, z linijkami, którzy powiedzą nam, że placówkę trzeba zamknąć, bo nie spełnia wymogów unijnych - martwi się lekarz.

...tylko nie urzędnicy

To niestety niejedyne zmartwienie dyrektora. W tej chwili hospicjum, które ma także swój mały oddział przy ul. Świętojańskiej w przedwojennym budyneczku dzierżawionym od miasta (tam miejsca starczy na pięć łóżek), rocznie przyjmuje 600 umierających. Ale i obłożnie chorych podopiecznych. Bo żadna inna placówka w mieście - aspirującym do miana metropolii - nie prowadzi takiej opieki, choć nawet Hajnówka przygotowała 50 miejsc dla takich pacjentów! Dodać trzeba, że podopiecznych hospicjum mogłoby być dużo więcej, gdyby były tylko na to miejsce i pieniądze. Czasami dochodzi do dramatycznej sytuacji, kiedy umierający muszą czekać, aż zwolni się łóżko, albo odsyłani są do innych miast, co utrudnia funkcjonowanie i tak już umęczonym rodzinom śmiertelnie chorych.

Od stycznia tych pieniędzy ma być jeszcze mniej, bo w planach na 2010 rok Narodowy Fundusz Zdrowia przewidział na opiekę paliatywną i hospicyjną o 4 mln zł mniej niż w tym roku.

- W listopadzie dostaliśmy wiadomość, że będziemy mieli refundacje o wiele mniejszej ilości tak zwanych osobodni, co w praktyce oznacza dla nas obcięcie finansowania na pięć z dziewiętnastu prowadzonych łóżek - frasuje się Beszta-Borowski. - Żywimy jednak nadzieję, że to nie jest ostateczna decyzja i chcemy walczyć. Poprosiliśmy o korektę i do minionego piątku mieliśmy dostać odpowiedź od pana dyrektora ds. medycznych podlaskiego oddziału NFZ. Niestety, nadal nie wiemy, na czym stoimy. A to przecież bardzo istotne, chociażby z tego powodu, że w grę wchodziłaby likwidacja etatów dla pielęgniarek, a wymówienia można wręczyć przed pierwszym każdego miesiąca.

W NFZ nikomu się nie spieszy do wyklarowania sytuacji.

- Mówi mi pani, że ktoś miał rozmawiać z jakimś dyrektorem jakiegoś tam hospicjum, tymczasem to nie media są od negocjowania kontraktów - lekceważąco mówi Jacek Roleder, dyrektor podlaskiego oddziału NFZ. I ucina dyskusję: - W tej chwili informacje o planowanych kontraktach są poufne, a o tym, jakie stawki będą obowiązywały na przyszły rok, będzie można się dowiedzieć 7 grudnia, kiedy zostaną przekazane wszystkim placówkom, także hospicjum.

Beszta-Borowski zapewnia, że nawet gdyby doszło do obcięcia kontraktu, hospicjum będzie próbowało utrzymać tyle samo miejsc, opłacając je z darowizn.

Na tym nie koniec złych informacji. W tym roku kończy się umowa dzierżawy komunalnego budynku przy ul. Świętojańskiej.

- Wystąpiliśmy do Zarządu Mienia Komunalnego o przedłużenie jej na kolejne trzy lata, bo dopiero wówczas będziemy mogli myśleć o przenosinach do nowej części. Niestety, dzierżawę przedłużono nam jedynie na rok, więc nie wiem, co będzie później - zastanawia się lekarz.

Akcja na rzecz hospicjum

W tym tygodniu rozpoczynamy akcję "Gazety" na rzecz hospicjum. Od mikołajek aż do Bożego Narodzenia firmy, instytucje, politycy i osoby prywatne, wszyscy, którzy wpłacą na konto Domu Opatrzności Bożej niewielki datek, na "Choince darczyńców" publikowanej na naszych łamach będą mogli powiesić bombki ze swoim logo. Szczegóły - w weekendowej "Gazecie". A już w sobotę kolejna zbiórka "Szczęściar".

Tekst: Monika Kosz-Koszewska

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

Odsłony: 1187